• Wpisów:32
  • Średnio co: 27 dni
  • Ostatni wpis:32 dni temu
  • Licznik odwiedzin:2 925 / 914 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wszystko sie zmienia. My sie zmieniamy. Nasze poglady, cele i marzenia. Zakonczylam definitywnie znajomosc z miloscia mojego zycia. Mimo iz powtarzalam to wiele razy to teraz nie ma juz powrotu...
Powod jest bardzo prosty. Juz go po prostu nie kocham...kocham wspomnienia z nim, gdy mnie calowal i tulil i kochal tak bardzo mocno, kocham zapach i ten usmiech ale nie kocham jego.
Stal sie czlowiekiem zlym...zlym dla mnie. A moze zawsze takim byl tylko dopiero teraz pokazal swoja prawdziwa twarz. A moze wcale nigdy nie udawal tylko ja po prostu tego nie widzialam.
Patrze z perspektywy czasu na nasz "zwiazek"... Boze ile bylo w nim namietnosci, pasji i seksu...ale czy bylo to tam miejsce na milosc?
Od poczatku wiedzialam ze on pojawil sie w moim zyciu zeby pomoc mi przejsc przez najgorszy okres mojego zycia. I wiedzialam tez ze w koncu kiedys zniknie. I gdy przyszedl czas powiedzialam "zegnaj".
Wspominam go czesto ale nie tak jak kiedys gdy brakowalo mi powietrza, gdy nie moglam oddychac na mysl ze moglabym go stracic, gdy zalewalam sie lzami...
Pasowalismy do siebie. Podobne ambicje, temperament, plany na zycie. Jestem mu bardzo wdzieczna,ze pomogl mi przejsc przez to wszystko co dziala sie w moim zyciu kilka lat temu. Przyznam,ze nie chcialam go tracic tak do konca, ze chcialabym utrzymywac z nim kontakt i moc ulyszec czasem jego glos...ale takiej milosci nie mozna karac przyjaznia...



Dziekuje Ci A za wszystko.
 

 
ehh...
 

 
Lubie słuchać twoich kłamst. One tak słodko mnie bolą.
 

 
wlasnie to sie staje...wlasnie przestaje mi zalezec
 

 
Przegladajac wlasnie blogi stwierdzilam ze 60% z nich sa pisane przez ludzi nieszczesliwych. I nie mi to oceniac czy te problemy sa glupie. Nie mi oceniac ze glupia nastoletnia dziewucha sie pociela 'bo nikt jej nie rozumie'...
Tak dla mnie jak i dla wielu innych sa to blache problemy ale przeciez same kiedys przezywalysmy takie sytuacje. Z biegiem czasu dotychczasowe problemy staja sie blache ale przychodza nowe, wieksze, trudniejsze do pokonania. Wiec nie powiem ze te problemy są bez sensu tylko dlatego ze moje sa wieksze...ktos inny uzna,ze moje problemy sa bez sensu... tak to wlasnie nasze zycie wyglada...nie doceniamy tylko probujemy udowodnic ze to właśnie nam jest gorzej.
 

 
Jestes moim marzeniem...
 

 
Ja nie mam 16,18 czy 20 lat by zakochac sie jak glupia...
Ale czy kazda wielka milosc musi sie konczyc happy endem? No bo przeciez jak sie kochaja to nic nie stoi na przeszkodzie, wszystko mozna pokonac...
Byli przed nim,po nim, w trakcie... ale tylko jego widze kazdego dnia, gdy pomysle ze go moze nie byc nie moge oddychac...tak bardzo ze probowlam sie zabic.
To nic ze mam meza, kocham go w taki prosty sposob...
Ale on...on ma cale moje serce...serce skamieniale dla innych,serce tak bardzo puste.
Przy wszystkich udaje taka twarda.Dam rade wszystkiemu,zajme sie, poradze sobie.
Przy nim staje sie mala kulka,ktora nie da sobie rady...
I nie dane nam bylo byc razem...tak bardzo.
Jedna jedyna osoba ktora moze mnie miec cala... Modle sie co noc choc nie wierze w Boga zeby dal nam szanse....dal mi szanse by byc szczesliwa...
odliczalam godziny,dni,tygodnie,miesiace,lata a ja nadal kocham tylko jego...
 

 
Zycie ze świadomością, ze coś nigdy nie będzie nam dane nigdy więcej jest okropne.
Jak wielkie konsekwencje mogą przynieść nasze czyny, czasami tak wielkie, ze nie można zacząć od nowa, ze nie można zapomnieć, prosić o wybaczenie, wyjechać.
Natura mnie gubi, konsekwencje które teraz ponoszę za swoje zachowanie są okropne. Nie wrócę czasu, nie naprawie, nie zacznę tez od nowa choć bardzo bym chciała.
Jestem perfekcyjna w podejmowaniu złych decyzji...
 

 
Kochalam go, ach boze jak ja go kochalam.
 

 
Cos dziwnego we mnie jest...Nie potrzebuje pocieszenia.Nigdy,po niczym,z zadnego powodu.
Czasem widzę ludzi tak ogromnie smutnych z pustym wzrokiem, z bólem. Czasem są to całkiem obcy ludzie a czasami ludzie,którzy są całym światem dla mnie. Pociesze ich...i wychodzi mi to calkiem umiejętnie ale jeśli przychodzi pora na mnie ktokolwiek próbuje mi pomoc moja odpowiedz jest zawsze ta sama "Ja sobie poradzę"...nie martw sie o mnie,wszystko bedzie w porzadku. Moge ryczeć sama w pokoju, chlać na umór ale zapytaj mnie jak sie czuje a odpowiem,ze wszystko jest w porzadku... Czasami lubie sie pozalic...na jakies pierdoły,w sumie zupelnie nieistotne rzeczy ale jesli chodzi o cos powaznego to nie potrafie o tym mowic. Kiedy moj tata byl chory na raka pocieszalam wszystkich wokoło nawet samego tate, oswajam go ze smiercia, zmienialam mu morfine,pomagalam sie wysikac i wstawalam co 2h sprawdzac czy zyje. Jemu obiecywalam ze bedzie dobrze, mamie kazalam sie nie poddawac a sama zdychalam z bolu, stachu i cierpienia...ale nie potrzebowalam pocieszenia. Jestem osoba zbyt twardo stapajaco po ziemi co czasem cholernie boli.
Radze sobie sama...i dobrze mi z tym...
 

 
Nie potriafie juz byc ze swoim mezem.
Prawda jest taka,ze A zrobil ogromne spustoszenie w moim sercu i zyciu.
To nie jego wina bo niczego mi nie obiecywal ale szczerze mowiac to sadzilam,ze bardziej znam siebie,ze gdy wiem,ze nie moge sie zakochac to tego nie zrobie.
To byl blad.Pokochalam z calego serca kogos kto nigdy nie bedzie ze mna. To moja kara. Milosc mojego zycia,ktora nigdy nie bedzie moja.
No coz,nalezalo mi sie. Nosil wilk razy kilka,poniesli i wilka.
Moja kara jest to,ze musze zrezygnowac z calego dotychczasowego zycia bo przez A nie potrafie zyc z moim mezem, a dluzej zyc w klamstwie tez juz nie moge...
Tak ja...ta,ktora oszukuje,zdradza i klamie cale zycie.
Nie poznaje siebie.Przeraza mnie to ze tak kocham A...przeraza mnie to ze z nim nawet moglabym miec dzieci a przeciez ich nie cierpie.
Jezeli nie strzele sobie w koncu w leb obiecuje sobie ze nigdy juz sie nie zakocham.Nie ma bardziej bolesnego i bezbronnego uczucia na swiecie...Szczesciarze Ci,ktorym sie udalo...
  • awatar badassgirl: Miałam (w sumie to chyba nadal mam) dokładnie taką sytuację... Ja miałam łatwiej, bo nie męża, a chłopaka, ale po części rozumiem jak się czujesz. Ja zakończyłam swój związek, ale nadal wierzę, że to nie wina tego, że nie potrafię powtórnie się zakochać tylko, że to jeszcze nie była odpowiednia osoba. Trzymaj się! :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nie umiem odejsc od meza.
I sama nie wiem dlaczego...
Nie kocham go,on mnie nie utrzymuje,zarabiam wiecej niz on.Od ponad 2 lat spotykam sie z zonatym facetem.
Dlaczego wiec nadal z nim jestem?
Probowalam to zrobic wiele razy.Wykrzyczalam mu w twarz,ze go nie kocham.Wie,ze go zdradzalam...mimo wszystko on mnie kocha i nie pozwala mi odejsc...
Spakowac sie po prostu i wyjsc kiedy go nie bedzie?
Gdyby on ta usilnie nie probowal mnie zatrzymac to byloby prostsze...
Az mnie wkurza ta jego pieprzona milosc.Wkurza mnie,ze tak bardzo mnie kocha mimo ze wykrzyczalam mu w twarz,ze ja go nie.Nie sypiamy ze soba od bardzo dawna.
Dlaczego nie moge odejsc?
 

 
Milosc mojego zycia oddala sie ode mnie nieublaganie ale ja z racji posiadania twardego tylka jakos to chyba przezyje.Chyba sie z tym pogodzilam.Obiecalam sobie nie plakac,z reszta jak wiele innych rzeczy sobie obiecalam ale jakos to jako jedyne mi wychodzi.
Jedynie dzis dalam sobie upust emocjom.Szybko i po ciemku.Niedlugo dzien ojca.Tesknie za nim.To juz prawie rok.Gdzie ten czas sie podzial?Chcialabym tak po prostu usiasc z nim przy browarze i pogadac z nim o zyciu.Nigdy nie bylam dobra dziewczynka ale bardzo kochalam rodzicow i moze nigdy nie uzylam tych slow ale zawsze staralam sie zeby byli ze mnie dumni.Szczegolnie jesli chodzi o tate.Zawsze go podziwialam i chyba po nim odziedziczylam ambicje i...w ogole im dluzej go nie ma tym bardziej widze ze jestem taka sama...jestem nim.Coreczka tatusia...Jestem toba...Zawsze bylam...Zawsze patrzylismy na zycie bardzo realistycznie.Wiedzielismy,ze nadchodzi koniec.Kiedy nie poznawal juz ludzi,nie widzial prawdy tylko to co kreowal jego skarzony umysl ufal tylko mojemu glosowi.Obiecal mu,ze wyjdziemy z tego,ze bedziemy walczyc,ze niewazne co mu mozg pokazuje,podpowiada ,zeby temu nie wierzyl,ze ufal tylko mojemu glosowi.Obiecalam mu,ze go uratuje.Nie udalo mi sie...Oddalabym za niego zycie...Wiem,tak sie mowi.Tylko,ze ja zawsze waze swoje slowa.To nie tak ze nie boje sie smierci ale ja nie potrafie zyc.Moglabym powiedziec,ze jestem chora ale nie lubie tego slowa.Mam osobowosc autodestrukcyjna.Probowalam sie zabic.I kiedy bylam juz na granicy swiadomosci poczulam takie blogie uczucie,czulam,ze juz wszystko bedzie dobrze...Kiedy lezal juz chory chcialam mu powiedziec,ze bedzie dobrze,ze to mile uczucie,ze ja wiem...ale nie moglam.On bardzo chcial zyc,kochal zycie,jemu sie to nalezalo.Ja od poczatku wiedzialam,ze umrze.Wiem jak to brzmi.Mimo,ze wiedzialam od poczatku to ja jako jedyna kazalam trzymac sie wszystkim w kupie.To ja rzucilam prace,wrocilam do kraju,siedzialam w nocy pilnujac czy oddycha,pomagajac lapac mu gasnacy oddech,zmieniajac kroplowke,wstrzykujac morfine.Czulam sie jak lwica,nie chcialam,zeby ktos go dotykal.Czulam,ze musze go chronic przed wszystkim...Czy to dziwne?A kiedy umarl nie bylo mnie przy nim!!!Cholerne pielegniarki kazaly mi isc do domu i nie pozwolily zostac przy nim w nocy!!Chcialam przy nim byc kiedy odchodzil!!Moze sie bal!Nie mial nikogo...tak chcialam mu pomoc,tak chcialam odejsc za niego...Bo co mi niby pozostalo?
  • awatar badassgirl: tak mi przykro, nie przeżyłam czegoś takiego, ale jak czytam co napisałaś to chyba w 100% mogę się z Tobą utożsamić. Trzymaj się, podobno czas leczy rany. podobno...
  • awatar Gość: bardzo pokrzepiające jest to, co napisałaś, że jak byłaś na krawędzi i mogło skończyć się źle - poczułaś błogi spokój, że wszystko będzie dobrze... trzymaj się tego, dobrze? trzymaj się teraz tego przeświadczenia, tego przekonania, że wszystko będzie dobrze, dobrze? nie bez powodu ono do Ciebie przyszło... żebyś mogła właśnie w chwilach kryzysu trzymać się tego... Tyle mamy ze sobą wspólnego.... Kocham Cię :) Trzymaj się, Kochana, naprawdę, trzymaj się mocno! :)*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
ja nie spie
 

 
I obiecalam sobie,ze jak znajde prace to zrobie sobie nowy tatuaz

  • awatar so-i-shout: chciałabym pracować, ale się boję i to jeszcze jak.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zawsze w sobote spotykalismy sie na jakies bzykanie.
Stwierdzilam,ze dzis nie napisze do niego.,ze dam rade i ze skupie sie na sobie i na tym co kiedys kochalam.
I udalo mi sie,nie zadzwonilam.Ale bylo mi troche przykro.Myslalam,ze napisze chociazby co robie...
Tym razem wytrzymam i poczekam az on sie odezwie.I to on zapyta mnie czy chce sie spotkac.Jest ciezko i smutno i chcialabym z nim porozmawiac ale dam rade.

Z innej beczki.
Zadzwonili do mnie w sprawie pracy.z poczatkiem kwietnia temu rzucilam poprzednia prace i szczerze mowiac myslalam ,ze znajde cos szybko i znacznie lepszego.To nie jest do konca to co bym chciala.Siedzenie 8h za biurkiem uzeraniem sie z ludzmi,odbieraniem telefonow i stosem papierow.Ale stwierdzilam,ze siedzenie w domu poglebia tylko moj zal i mysle o nim za czesto kiedy on pracuje i pnie sie w gore ja tylko narzekam.On tak na mnie dziala.Chce mu dorownac.Imponuje mi.Chcialabym byc tak inteligetna i sprytna.
Poza tym w miedzy czasie bede dalej pracowac nad swoim projektem doskonalenia sie...
Do tego cwicze.Wycisk daje mi duzo.Lepiej sie czuje.Nawet jesli pomaga mi to tylko na godzine nie myslec to i tak dobrze.Co z tego,ze wieczorem usiade z browarami i pizza przed TV.Jestem zadowolona ze swojej sylwetki.Pewnie chcialam bym miec 6paka na brzuchu ale za bardzo lubie piwo

I siedze tak sobie.Przez chwile jestem szczesliwa bo mam jakis cel i cos sie rusza w moim zyciu a zaraz potem mysle o nim.O tym jak tesknie,o tym jak kiedys bylo i o tym ze juz tak nie bedzie.
 

 
Kazdy chyba ma swoja cierpliwosc i granice wlasnej naiwnosci.
Kazdy pewnego dnia budzi sie i wie,ze niektorych rzeczy zmienic nie mozna,ze czasami nie warto walczyc szczegolnie jesli walczymy o to sami,ze czasem trzeba odpuscic,ze wspomnienia to tylko wspomnienia i niewazne jak bysmy sie starali one nie wroca,ze nic nie bedzie takie samo,ze ludzie odeszli,umarli,skrzywdzili nas.
Nie mowie,ze nie warto kochac.Milosc to niesamowite uczucie.Tylko chyba ja juz nie chce kochac.Bo kazda wielka milosc kiedys sie konczy i to boli.Zawsze ktos cierpi.
Zegnam wszystko i postaram sie zeby bylo lepiej.Nie kazda milosc moze byc spelniona.Ja tego szczescia nie mialam.Mimo wszystko zycze mu aby byl szczesliwy.Pojawil sie w takim momencie mego zycia,ze chyba tylko dzieki niemu nie palnelam sobie w leb.Moze taka byla jego rola.Nie warto trzymac czegos na sile szczegolnie jesli to cos nie chce byc trzymane.
O niektore sprawy walczyc nie warto.Zrozumialam to i chociaz boli poczulam ulge.
 

 
Czasami mam chwile,ze wydaje mi sie,ze wszystko bedzie ok,ze bede mogla oddychac bez niego,ze dam rady zyc.Taka twarda w koncu jestem...
 

 
Jest cos co pozwala mi choc na chwile o niz zapomniec...
Cwiczenie.Wszystko mnie boli,wszystkie miesnie ale wtedy o nim nie mysle.Znika z mojego zycia choc na ta godzine.
Czy kiedys odejdzie na zawsze?
 

 
W koncu sama siebie zniszcze.
A moze ja nie potrafie byc szczesliwa z tym co mam?Ciagle chce wiecej.Przez cale zycie chcialam wiecej i wiecej.Nigdy nie bylam zadowolona ze swojego zycia.Tylko ze jestem zbyt leniwa zeby cos zmienic.Potrafie tylko narzekac a moje ulubione slowo to zaczne od jutra.
Moze czas pogodzic sie ze wiekszosc moich oczekiwan nigdy sie nie spelni,ze zeby zaczac zyc normalnie powinnam sie cieszyc z tego co mam.
Jak to zmienic.Smierc ojca pozwolila mi zrozumiec ze nie ma na co czekac,ze zycie juz dawno sie zaczelo a skonczyc moze sie nieoczekiwanie,zrozumialam ze trzeba sie cieszyc tu i teraz...tylko ze to pomoglo na chwile.
A ja nadal upijam sie dzien po dniu wmawiajac to sobie jaka ja jestem nieszczesliwa.Potrafie swietnie komus doradzic,mam bardzo realistyczne podejscie do zycia i spraw uczuc a mimo to sama sobie pomoc nie moge.
Chce tego czego nie mam.Oczekuje czegos co mi sie wcale nie nalezy.
Rzucam prace rok po roku bo oczekuje lepszej posady.Szukam nowych przygod bo wiem,ze maz za bardzo mnie kocha i nigdy nie zostawi.Chce wygladac jak modelka chociaz nie chce mi sie cwiczyc.
Czas zejsc na ziemie.Ambicja to nic zlego ale moja pusta ambicja mnie unieszczesliwia.Jedyne co potrafie swietnie robic to klamac ze jest ok.
 

 
Jestem z mezem.Kochalam go.Od 2 lat spotykam sie z kims.On tez ma zone i dziecko.Zadne z nas nie odejdzie od tego co ma teraz...Ja moze i bym to zrobila ale wiem ze on nie...Chyba chcialabym miec dziecko z kochankiem.
 

 
Goodbye brown eyes...
Dzis sa jego urodziny...czekam na niego chociaz wiem ze nie przyjdzie.
 

 
Nie potrafie sobie poradzic z sama soba.
Tesknie za kims,kto zmarl,kto byl dla mnie niesmiertelny.Nigdy nawet nie pomyslalam,ze moze go nie byc.Czas leczy rany?...z kazdym dniem,tygodniem,miesiacem jest tylko gorzej.Bylam silna.Pocieszalam wszystkich i tylko czasem poplakalam w kącie cicho.Minely miesiace a ja nie potrafie sie pozbierac.Dlaczego ja nie czuje jego obecnosci?Dlaczego nie sni mi sie?Dlaczego umarl?...
 

 
10lat wstecz poprosze...jak wiele by to zmienilo
 

 
Czy to wlasnie dzis sie z toba pozegnam?
Nie widzialam cie 2 tyg. ale byles obok,w kazdym snie,w kazdym smsie,w kazdym moim usmiechu kiedy pomyslalam o tobie.
Ale to mnie zabija.Powoli ale coraz mocniej.
Odchodze.Raz juz przezylam milosc do bolu.Raz juz chcialam sie zabic przez kogos z milosci.Ciebie kocham tak,ze zycze ci wszystkiego co najlepsze.Niewazne czy ze mna,z zona czy zupelnie z kims innym.Zawsze bedziesz tym milym choc bolesnym wspomnieniem.Zawsze pozostaniesz miloscia mojego zycia.
 

 
Siedze z farba na glowie.
Rzucilam prace i w sumie nie wiem co dalej.
Nie mam pomyslu na siebie.Dosc mam tych ciaglych zmian.
Co chwile zmieniam kolor wlosow,prace,zdanie...
Moze nie wiem czego chce albo po prostu szybko sie nudze.

Mam 25lat.Sporo juz przezylam.Wielkie milosci i wielkie rozstania.Srednio udane malzenstwo i smierc kogos bliskiego,probe samobojcza i zle decyzje,ktore wplyw maja do dzis,studia,rzucenie studiow,ponowna nauke,wyjazd za granice.
Ale chyba z tym mi dobrze.Nie wyobrazam sobie siebie w rutynie.Niby robie codziennie to samo.Ide do pracy,pije piwo,ogladam telewizje,od czasu do czasu rozmawiam z mama,spotykam sie ze znajomymi.
Zebym ja tylko wiedziala czego chce...byloby mi latwiej.
 

 
I on stal sie moim sekretem.Przed mezem,rodzina,wspolpracownikami.
Ale ludzie plotkowali.
"wygladacie na strasznie zakochanych".I choc wlasciwie ze soba nie rozmawialismy w pracy to bylo czuc.
Seks cale dnie,noce,zostawanie po godzinach w pracy.Bzykanie w samochodzie nad klifami.
Moze to tylko seks i pozadanie.Ale za taki seks i pozadnie oddalabym niejedna milosc.
 

 
To nie jest kolejna smutna historia o nieszczesliwej milosci.Nie zamierzam tu plakac ze cos nie wyszlo.
Nigdy nie bylam pruderyjna ale to przy nim nauczylam sie ze czasem seks moze znaczyc wiecej niz milosc jakkolwiek idiotycznie to brzmi.
Mloda bylam ale juz troche przezylam.Do naiwnych nigdy nie nalezalam.Potrafilam widziec czy ktos chce sie ze mna umowic,ozenic czy po prostu przeleciec.
Gdy zobaczylam ciebie wiedzialam,ze to ja chce przeleciec ciebie.
Ale pierwszy ruch zawsze nalezy do faceta.Nigdy nie pokazuje,ze ktos mi sie podoba ale gdy tak jest to juz wiem,ze bedzie moj bez kiwnięcia mojego malego cholernego palca u stop.
Zwykle jest po mojemu.
Dopiero za trzecim razem zgodzilam sie umowic z nim na drinka,oboje wiedzielismy,ze bedziemy sie pieprzyc.
Tylko,ze zanim go zerznelam w jego samochodzie zlapal mnie za reke i pocalowal.Umarlam na chwile...chyba do tej pory nie zyje.
Jeszcze tego nie wiedzialam ale zakochalam sie...
 

 
"To nie jest dobre dla naszego zwiazku"-powiedzialam.
Perfekcja naszego zwiazku jest to ze on wcale nie istnieje.
Ciemno i wcale jasniej nie bedzie.Nie udawajmy,ze to najlepsze co nam sie zdarzylo.Przeklenstwo seksu pomylone z przeklenstem milosci.
Pije whisky z kostka lodu.Ale tego najdrozszego whisky ja to przywyklam robic przy tobie.I tylko ta cholerna kostka lodu.Nie powinna tu byc,nie pasuje a jednak smakuje.
Mysle o tobie,pragne cie znowu miec,zebys mnie pieprzyl tak dlugo i mocno jak tylko ty potrafiles.
Ale ciebie nie ma,moze nigdy nie bylo.
Przysnila mi sie ostatnio Emily,nasza Emily,ktorej nigdy nie poznales bo nigdy nie istniala.Ona odeszla i nie zostala.